Jestem psycholożką, psychoterapeutką i trenerką, a także superwizorką Gestalt. Mam ze sobą ponad 20 lat doświadczenia we wspieraniu innych na ich drodze. Na przestrzeni lat moje zainteresowanie ucieleśnioną terapią zaprowadziło mnie w wiele zakątków. Stąd po drodze przeszłam dwuletnią podróż na drodze stawania się praktyczką Ma-Uri bodywork, praktyczką BBTR's (Biodynamic Breath and Trauma Release), ukończyłam Developmental Somatic Psychotherapy, jestem praktykiem Brainspotting.
Liczne warsztaty i szkolenia gestaltowskie, ale i z innych grup psychoterapii, a także praca w kręgach opartych o medycynę serca, rozwijały moją wrażliwość na drugą osobę, rezonans płynący z ciała i obecność, która sama w sobie jest medycyną. Ta ścieżka pozwoliła mi być w kontakcie ze sobą i wspierać w tym innych. Nauczyła dotykania drugiego ciała z miłością i akceptacją, otworzyła przestrzeń serca na spotkania z Wami, płynięcie w ruchu i podążanie za historiami ciała. Uczyła mnie ucieleśniać procesy, ufać jeszcze bardziej własnemu ciału i podążać za nim.
Sprawdziła się wtedy, kiedy sama znalazłam się w trudnym momencie życia. Kiedy miałam wypadek paralotniowy, w wyniku którego złamałam kręgosłup, wszystko czego nauczyłam się na drodze stawania się terapeutą, a przede wszystkim człowiekiem, którym jestem, mogłam doświadczyć na własnej skórze. Utknęłam wtedy na miesiąc w szpitalu w Nepalu, w pandemii. To był czas głębokiego zanurzenia się w sobie i powrotu do ciała. Kiedy nie mogłam się poruszać, pamiętałam o zdaniu, które powtarzałam innym: „kiedy wydaje Ci się, że niczego nie kontrolujesz i nie masz wpływu, to co masz zawsze, to oddech”. Praca z nim, poruszaną energią w ciele, medytacjami i intencjami, pozwoliła mi utrzymać strach w ryzach, a w to miejsce przywołać miłość i wdzięczność.
Zgromadzone narzędzia ucieleśniające moje doświadczenia, które zgromadziłam na drodze rozwoju jako terapeuta, mogłam zastosować w tej trudnej dla siebie sytuacji. A właściwie to one pracowały bez mojego intencjonalnego działania. Mądrość ciała, czucia i zaufania dla niego zaprowadziły mnie w najlepsze przestrzenie. Szybko wracałam do sił. Potem uczyłam się chodzić, korzystając z wzorców ruchowych i doświadczeń, kiedy czułam swoje ciało i doświadczałam jego płynności – nawet w skali mikro. Jednocześnie uczyłam się (i ciągle to robię) szanować swoje siły, odpowiadać na wyczerpanie, troszczyć się o bezsilność. Doceniłam mądrość cielesnej obecności po stokroć. Odszukałam wewnętrzny głos. Nauczyłam się jeszcze lepiej komunikować z ciałem i pracować na jego/swoją rzecz. Dużo w tym procesie nauczyłam się o sobie, o sposobach wspierania siebie w sytuacjach trudnych, związanych z doświadczeniami traumatycznymi, możliwościach wracania do zdrowia fizycznego i emocjonalnego. A skoro wciąż tu jestem, postawiłam sobie za cel zarażać ucieleśnioną obecnością Innych. Dzielę się swoją wiedzą na prowadzonych treningach, w pracy superwizyjnej, warsztatach, wspieram w psychoterapii.
Zachęcam Was do ruchu, do odżywiania siebie przez witalny przepływ w ciele, do radości bycia w nim i radosnego nim życia, do zasilania oddechem miejsc napięć, do akceptowania i uwalniania przez ciało emocji, które w nas się pojawiają.